Adam Panasiuk
Dzieje wsi Jamniki
- Geneza powstania wsi
Na fali wzmożonego osadnictwa powstała w drugiej połowie XIX wieku miejscowość Jamniki. Nazwa wsi ma charakter topograficzny i pochodzi od ukształtowania terenu (jamny, jamnisty). Genezę ma dłuższą od wieku samej miejscowości, gdyż już pod koniec XVI wieku nazwa „Jamnik” była używana podczas dokonywania podziału dóbr wereszczyńskich, dla określenia znajdujących się tu grądów. Podobnie jak w okolicy wieś zamieszkiwali głównie chłopi wyznania rzymskokatolickiego oraz greckokatolickiego, którzy po kasacji Unii zostali siłą przypisani do Cerkwi prawosławnej. Po wydaniu przez cara w 1905 roku ukazu tolerancyjnego zanotowano, że 22 mieszkańców przeszło z prawosławia na katolicyzm.
- Losy wsi w okresie międzywojennym
Jamniki po odzyskaniu niepodległości były miejscowością, w której zamieszkiwali głównie Polacy. W przeprowadzonym w 1921 roku powszechnym spisie ludności wykazano 73 mieszkańców, z czego 63 katolików. Poza katolikami we wsi mieszkało 3 prawosławnych i 7 Żydów. Mieszkali oni w 12 domach i dwóch innych budynkach mieszkalnych. Przed samym wybuchem wojny we wsi znajdowało się trzynaście zabudowań mieszkalnych oraz trzy gospodarstwa przy drodze na Lipniak, tworzące Kolonię Jamniki.
Dzieci ze wsi chodziły do dwuklasowej szkoły w Zienkach, zaś w latach trzydziestych dzieci starsze uczęszczały do sześcioklasowej szkoły w Woli Wereszczyńskiej. Dorośli zajmowali się przede wszystkim rolnictwem oraz wykonywaniem zawodów okołorolniczych. We wsi funkcjonował młyn-wiatrak znajdujący się przy drodze za zabudowaniami wiejskimi od strony Zienek, będący własnością H. Sadowskiego. Razu jednego w latach dwudziestych skrzydło z wiatraka uderzyło w dziewczynkę, która w wyniku odniesionych ran zmarła.
Prawie wszystkie zabudowania były drewnianej konstrukcji i pokryte najczęściej strzechą. Stąd też we wsi często pojawiały się pożary, jeden z nich zdarzył się w dniu 11 maja 1925 roku w gospodarstwie Konstantego Skowronka. Skutki pożaru były tragiczne. Spalił się dom, a wraz z nim dwuletnia córeczka gospodarza Janinka. Pożar z domu przerzucił się na stodołę, którą strawił wraz z przebywającą w niej zwierzyną. Podpalaczem okazał się sześcioletni syn gospodarza Józef, który nieostrożnie bawił się zapałkami.
- Jamniki podczas II wojny światowej
We wsi przed wybuchem wojny zamieszkiwało już kilka rodzin żydowskich, chociażby Berka i Czarci Zunszajnów. W wyniku działalności okupanta ludność żydowska została jednak wymordowana na miejscu lub wywieziona do okolicznych gett. Jednej z takich egzekucji naocznym świadkiem był młody polskich pastuch: Mając lat 9 pasłem krówki pod miejscowością Jamniki. W tych Jamnikach mieszkała żydowska rodzina, których nazywano Miśle. Nagle do wsi przyjechało motorem trzech Niemców, którzy przywlekli w krzaki Żydówkę Miślichę. Do mnie jeden z nich powiedział: raus klaine, a do tej Żydówki wystrzelił. Trafił ją w pośladek. Ja byłem schowany za grubym konarem więc wszystko to widziałem. W takim przydrożnym rowku zakopali ją jeszcze żywą. Twierdzę tak dlatego, iż długo jeszcze ziemia w tym miejscu ruszała się. Miślicha nie była jedyną ofiarą tego dnia. Józef Artymiuk z sąsiedniej Woli Wereszczyńskiej wspomina o mordzie również żydowskiego fryzjera i kobiety zwaną Benichą. Dwóch Żydów ukrywało się u rodziny ukraińskiej w Kolonii Jamniki, przy drodze do Lipniaka. W wyniku donosu na miejsce ukrycia przyjechali Niemcy wraz z funkcjonariuszami policji „granatowej” z Urszulina. Wymordowani zostali zarówno Żydzi, jak i wszyscy członkowie rodziny ich przechowującej.
W czerwcu 1944 roku oddziały partyzanckie Armii Krajowej (AK), a właściwie kampania Ludwika Pałysa ps. „Ludwik”, dokonała zajęcia wsi. Pozostałe kompanie zajęły Lipniak i Zbójno tworząc tym sposobem trójkąt, w którym przez dłuższy czas utrzymywali się partyzanci. Już w tym czasie w okolicy lotnictwo radzieckie dokonywało zrzutów broni dla walczących z Niemcami oddziałów partyzantki prosowieckiej, część z nich trafiało więc do oddziałów polskich. W dniu 17 czerwca do wsi wkroczyły oddziały niemieckie w liczbie około 150 żołnierzy i nieświadome zagrożenia posuwały się w kierunku Woli Wereszczyńskiej. Przebieg wydarzeń opisał w swoich pamiętnikach Romuald Kompf ps. „Rokicz”, dowódca III-ciego Batalionu partyzanckiego 7 Pułku Piechoty Legionów: Gdy cała kolumna pacyfikacyjna przedefilowała przed nami i spokojnie doszła do wsi Jamniki, por. rez. „Ludwik” Ludwik Pałys ukryty ze swoją kompanią za wsią, przepuścił jeszcze dalej nieprzyjaciela, aż do południowego skraju wsi, gdzie wystawiony był silny jego posterunek z erkaemem pod dowództwem plutonowego „Visa” Zygmunta Stadnika, który podpuściwszy czoło kolumny na bardzo bliską odległość, otworzył silny ogień z broni maszynowej. Niespodziewane zaskoczenie i silny ogień erkaemu, który z miejsca rozbił pierwsze trzy wozy, wywołało panikę wśród Kałmuków i żandarmów niemieckich, którzy zeskakiwali z wozów i zaczęli uciekać w lewo z drogi w zboża. Wykorzystał to natychmiast por. „Ludwik”, który rozwinął swoje dwa plutony do natarcia i silnym ogniem broni maszynowej robił spustoszenie w szeregach uciekającego nieprzyjaciela, nie dając mu się zorganizować do obrony mimo, że oficerowie niemieccy poczęli nawoływać swoich żołnierzy do opanowania się. Uciekający żołnierze nieprzyjaciela natrafili w Lipniaku i w Zbójnie na kolejne oddziały partyzanckie, dlatego też skierowali się w kierunku Woli Wereszczyńskiej, tam zaś zostały ostrzelane przez prosowieckie oddziały Iwana Banowa „Czornego” i Baranowskiego. Po półtora godzinnej walce z nieprzyjacielem będącym w okrążeniu nadleciały z Chełma dwa niemieckie samoloty typu „Strochy” lub „Bociany”, jak je pospolicie nazywali partyzanci, które otworzyły ogień z pokładowej broni maszynowej oraz zaczęły zrzucać wiązki granatów, lecz pomoc ta była nieskuteczna, gdyż trudno było odróżnić w zbożu swoich od nieprzyjaciela i przez pomyłkę lotnicy strzelali też do swoich. Samoloty te po ostrzelaniu terenu walki odlatywały z powrotem, a po chwili wracały, by zabrać z pola walki swoich dowódców i oficerów ciężko rannych, których znosili na teren koło cerkwi w Woli Wereszczyńskiej. W walce śmierć poniosło ponoć około 50 żołnierzy nieprzyjaciela, około 30 zostało rannych, a partyzanci zdobili bardzo dużą ilość broni. W szeregach własnych mieli tylko 3 zabitych i kilku rannych.
- Jamniki w okresie działalności partyzantki powojennej
Oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do wsi dnia 22 lipca 1944 roku. Po wkroczeniu wojsk radzieckich w Jamnikach i okolicach rozbudowała się bardzo partyzantka, zorganizowana w strukturach organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). W 1945 roku w lasach od Olszowa, do Jeziora Moszne i Jamnik stacjonował poakowski oddział w liczbie 80 partyzantów. Wobec donosów o rozrastających się strukturach partyzantów w ostatni dzień maja 1945 roku funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) we Włodawie i Milicji Obywatelskiej (MO) zorganizowali zbiorową operację na obszarze wsi, w trakcie której zatrzymali jednego z partyzantów o nieustalonej tożsamości. Podczas wyjazdu ze wsi natknęli się na partyzancką zasadzkę i po krótkiej wymianie ognia wycofali się. Podczas strzelaniny zginął zatrzymany partyzant, a jeden z funkcjonariuszy MO został ranny.
Do struktur WiN-u przystępowali także miejscowi, chociażby Stanisław Skowronek, czy Stanisław Marcinkowski ps. „Dunaj” z Kolonii Jamniki, który podczas wojny był oficerem wywiadu Armii Krajowej. Marcinkowski, cieszący się dobrą opinią wśród mieszkańców, był współzałożycielem placówek w okolicznych wioskach, jak Lipniak, Jamniki, Wola Wereszczyńska, czy Olszowo, zaprzysięgając pierwszych partyzantów. Zginął jednak z rąk swoich towarzyszy, a jego ciało zatopiono w jeziorze w pobliżu wsi Lipniak. Śmierć stanowiła karę za podburzenie Stefana Bielińskiego ps. „Barabas”, przeciwko dowódcy oddziału partyzanckiego Leonowi Taraszkiewiczowi ps. „Jastrząb”. Podczas czerwcowej uczty w 1945 roku w gospodarstwie Zielińskich na Lipniaku „Dunaj” podburzył „Barabasa”, że ten chwycił za automat i granaty mierząc na „Jastrzębia”. Całą sytuację załagodził wówczas kom. „Orlis (tj. Klemens Panasiuk), który przybył akurat na ten czas i zdołał uspokoić „Barabasa” i zabrać mu broń – pisze w swoich wspomnieniach Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”. Po tym wydarzeniu Marcinkowskiego partyzanci zaczęli izolować, a gdy doszły do komendanta „Orlisa” wypowiadane pod jego adresem przez „Dunaja” oskarżenia, wydał na niego wyrok śmierci, fałszywie argumentując ten wyrok współpracą z urzędem bezpieczeństwa. Pierwszy zamach zorganizowano, gdy Marcinkowski miał wracać z Woli Wereszczyńskiej, w której u jednego z chłopów był zatrudniony przy koszeniu zboża. Zamach się nie udał, gdyż w tym czasie nigdzie nie napotkano Marcinkowskiego. W sierpniu „Vis” (tj. Jan Ciepałowicz), przy pomocy „Grota” (tj. Edwarda Taraszkiewicza) i „Krogulca” (tj. Eugeniusz Jarecki) aresztował Marcinkowskiego w Olszowie i udając się nad jezioro zastrzelił z krótkiej broni. Celując do „Dunaja” nabój nie wypalił, celując zaś w powietrze każdemu nabój wypalał! Zuzyliśmy w tej akcji cztery magazynki, po osiem naboi w każdym magazynku. To nasz wszystkich załamało duchowo do takiego stopnia, że poczuliśmy okropny wstręt do tego, kto nam wydał rozkaz zastrzelić „Dunaja”, już konający mówił: chłopcy, niech wam Pan Bóg wszystko wybaczy i niech was chroni, żebyście nie zginęli tak marnie za konspirację, jak ja – pisał „Żelazny”, dodając, że wyrok na „Dunaju” wrył się nam głęboko w serce. Kilka godzin po zbrodni szwagier „Dunaja”, Stanisław Zasadzki z Lipniaka o pseudonimie „Brodacz”, prosił swoich towarzyszy aby tylko wskazali miejsce, w którym został „Dunaj” pochowany, jednak takiej odpowiedzi nie otrzymał. Dopiero po dziesięciu dniach zwłoki przypadkowo odnalazł w jeziorze jeden z okolicznych rybaków.
Szybko okazało się, że i „Brodacz” musiał się ukrywać. W swoich pamiętnikach „Żelazny” pisał, że „Brodacz” mówił też naszej bojówce w oczy: wiecie co chłopaki, że ja wam też nie wierzę, wy mnie pewnie przy pierwszej lepszej okazji zastrzelicie z tyłu. (…) Słyszeliśmy te słowa nie tylko z ust „Brodacza”, ale i z ust wielu innych naszych ludzi, z którymi stykaliśmy się bezpośrednio. Dlatego tez cała nasza bojówka zlała się od razu w jeden blok samoobrony.
U niektórych gospodarzy partyzanci mieli swoje kwatery. Tych, którzy pomagali, dotykały represje ze strony aparatu państwowego. Mieszkaniec Kazimierz Zasadzki ps. „Leniwy”, choć nie był zaprzysiężonym członkiem WiN, został aresztowany za udzielanie kwatery partyzantom WiN, w tym przez wiele miesięcy komendantowi obwodu „Orlisowi”. O Kazimierzu Zasadzkim „Żelazny” pisał, że gdy trzeba było, to jechał w dzień i w nocy na podwody z nami. Pod jego rękę były oddawane do schronienia broń, żywność i sprzęt oddziałowy, co też zawsze skrztnie czynił. Za swoją pracę nie otrzymywał od nas nic, mawiając często w żartach, „że ja za swoją pomoc to chyba kulę dostanę od resortu”. Niestety słowa te sprawdziły się. Aresztowano go w wskutek donosu byłego partyzanta „Niedźwiedzia” z Wielkiego Łanu, któremu udzielał kilkudniowego schronienia. W jego gospodarstwie funkcjonariusze PUBP znaleźli radiostację i dwa automaty. Kazimierza Zasadzkiego tzw. trybunał ludowy dokonał osądzenia w Pieszowoli, na którym wydał wyrok śmierci. Egzekucję wykonano na miejscu, a ciało zakopano na włodawskim kirkucie. Represje spotkały całą jego rodzinę, gdyż aresztowano jego matkę Anielę, siostrę Wandę i Konstantynę Zasadzką. Wanda i Konstantyna zostały oskarżone jako łączniczki w oddziałach WiN.
W okolicach Zienek i Górek funkcjonowały ponadto liczebne oddziały partyzantki ukraińskiej, współpracującej często z aparatem władzy ludowej. Ich cel działania skupiał się głównie na obronie ukraińskości okolicznych wiosek, co powodowało, że często wchodzili w konflikt z partyzantami polskimi. Jedno takie zdarzenie miało miejsce w Jamnikach pod koniec lipca 1945 roku. Powracający ze żniw na polach jamnikowskich Ukraińcy z Zienek napotkali na drodze dwóch polskich partyzantów („Jastrząb” i „Vis”), wiozących furmanką porwanego w Woli Wereszczyńskiej porucznika resortu włodawskiej bezpieki Kosynę. Były to czasy niespokojne, dlatego też przy każdym takim gromadnym wyjściu Ukraińcy zabierali ze sobą broń. Po krótkiej wymianie zdań i szybkiemu zorientowaniu się w sytuacji „Jastrząb” i „Vis” rzucili się do ucieczki. Kosyna podniósł natomiast ręce do góry i stanął przy furmance. Ukraińcy dobiegłszy do fury byli głęboko przekonani, że porucznik Kosyna jest naszym porucznikiem i niewiele myśląc zarżnęli go na wzór „rezaków” zza Buga zwyczajną kosą pana por. Kosynę. Naturalnie, że w dzień później to ci sami Ukraińcy ze złości chyba posinieli, że zarżnęli przecież swego człowieka. – wspominał w swoich pamiętnikach brat „Jastrzębia” Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”.
- Jamniki w Polsce ludowej
Pomimo, że już przed wojną Jamniki były miejscowością typowo polską, w wyniku czego mieszkańców nie dotknęły dotkliwie przesiedlenia, to liczba ludności we wsi po wojnie nie uległa wzrostowi. W 1943 roku we wsi zamieszkiwało 76 osób. Tyle samo mieszkańców zanotowano w dwa lata później. Były to osoby przede wszystkim narodowości polskiej, w sumie 16 rodzin (70 osób), i dwie rodziny ukraińskiej (6 osób). W tym samym roku jeden Ukrainiec wyjechał na wschód za rzekę Bug.
Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na 15 gospodarstw we wsi, czyli o jedno mniej niż przed wojną. Stan zaludnienia był stabilny, gdyż pomiar ludności z lat osiemdziesiątych wykazał około 80 mieszkańców, co jest liczbą prawie identyczną w stosunku do stanu zaludnienia z 1921 roku. Przez wieś już w latach siedemdziesiątych można było jeździć drogą o nawierzchni utwardzonej.
- Jamniki współczesne
Na początku nowego milenium liczba ludności spadła we wsi do 65 osób. Dane ludnościowe z 2007 roku wykazały już 57 mieszkańców, którzy żyli w 13 gospodarstwach rolnych. Przez kolejne lata poziom zaludnienia wzrósł do 69 osób, tyle osób wykazał gminny rejestr zameldowanych według stanu z ostatniego dnia 2009 roku. Obecnym sołtysem jest Sławomir Skowronek. Natomiast w wyborach samorządowych z 1998 roku mieszkańcy wybrali Wiesława Szynkorę na swojego przedstawiciela w Radzie Gminy Urszulin.
Na zachód od zabudowań wiejskich znajduje się las zwany Chylinkiem, zaś na wschód przed rezerwatem ścisłym Poleskiego Parku Narodowego „Jezioro Moszne” znajduje się las zwany Bagnem. Urocze okolice stwarzają dobre warunki do rozwijania działalności agroturystycznej, z czego skorzystała Krystyna Skowronek.
Źródła i literatura:
- „Ziemia Włodawska”, nr 11 z 1925 r.;
- Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
- Dokumenty w zbiorach własnych;
- Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
- Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-katolickiej w Wereszczynie;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
- Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
- Pająk Henryk, Za samostijną Ukrainę, Lublin 1992;
- Pająk Henryk, Żelazny kontra UB, Lublin 1993;
- Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
- Taraszkiewicz Edmund Edward „Żelazny”. Trzy Pamiętniki, red. i oprac.: Filipek Andrzej, Janocińska Bożena, Warszawa – Lublin 2008;
- Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
- Wawryniuk Andrzej,Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
- Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
- Wspomnienia mieszkańców: Antoni Stefaniuk z Lipniaka; Stanisław Lutomski z Babska; Józef Artymiuk z Woli Wereszczyńskiej;
- Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu: 35/1099/0/12/444), Archiwum Państwowe w Lublinie.
| Komentarze |
|
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||



