Adam Panasiuk
Dzieje wsi Zawadówka
- Historia powstania wsi Zawadówka
W drugiej połowie XVIII stulecia na dobrach Wereszczyńskich powstała wieś Zawadówka, co potwierdzają mapy z tegoż okresu (m.in. mapa Zachodniej Galicji z 1801 roku). Wieś pojawia się w rejestrze podatku podymnego Ziemi Chełmskiej z 1775 roku, jak również w spisie ludności sporządzonym w 1786 roku. Wówczas w Zawadówce doliczono się 10 domów, więc była to jedna z najmniejszych wsi w okolicy, choć nieznacznie w ilości domów przewyższała Urszulin. Nazwa wsi wywodzi się od zawady, to znaczy od jakiejś przeszkody naturalnej lub zrobionej sztucznie, albo od przezwiska lub nazwiska Zawada. Niedaleko wsi, przy Jeziorze Łukie, znajduje się uroczysko Rybakówka, które po wojnie określano również nazwą ,,Pałace” lub ,,Pokoje”, gdzie jeszcze po wojnie stał dworek Wandy i Stanisława Ulasińskich. W pogodną księżycową noc można jeszcze dzisiaj usłyszeć plusk wioseł, a czasem zobaczyć ducha jeziora, który pływa po Jeziorze Łukim, pilnując ryb i strasząc kłusowników.
Również w tej samej Zawadówce istnieje do dzisiaj przy trakcie Stare Załucze – Zawadówka, mała sadzawka porosła trzcinami i oczeretami, z którego ponoć woda nigdy nie wysycha. Według legendy w miejscu tym, stała żydowska karczma. Cieszyła się bardzo złą sławą. Chłopi, zamiast iść w pole, całe dnie i noce przesiadywali w karczmie, przepijając ciężko zarobione pieniądze, za plony i tak lichych zbiorów. W końcu, gospodynie nie wytrzymały, karczmarza przegnały, a karczmę przeklęły, co by na wieki zapadła się pod ziemię. Co też tak się stało. A do tej pory czasami, w miejscu gdzie ongiś stała karczma, słychać gwar wesołej biesiady, śpiewy biesiadników i brzęk butelek oraz szklanic. Złośliwi powiadają, że nazwa Zawadówka, może wywodzić się właśnie od tych złośliwych bab, co przeklęły karczmę, jedyną uciechę dla chłopów.
Najstarsi z mieszkańców twierdzą, iż według opowiadań ich dziadków, we wsi na wzgórku przy stojącym do dzisiejszego dnia młynie stały w okresie insurekcji wojska Tadeusza Kościuszki.
- Zawadówka w okresie rozbiorów
Wieś Zawadówka była zawsze małą wsią i ustępowała liczebnością sąsiedniej Woli Wereszczyńskiej. W 1827 roku liczyła 9 domów z 61 mieszkańcami, a wśród nich nieliczni łacinnicy, jak bracia Jakub, Jan i Ignacy Rekuccy, grabarz Jerzy Orłowski, Marcin Ostrowski, Józef Oleszczuk, czy Józef Branicki. W przeważającej większości wieś zamieszkiwali Rusini (101 osób w 1860 roku), chociaż w późniejszych latach coraz więcej osiedlało się polskich rodzin, takich jak Czupryńscy, Banaszkiewicze, Michalczuki, Stachurscy, Lutyńscy. Podstawowym zajęciem ówczesnych mieszkańców była uprawa roli, jedynymi zanotowanymi we wsi rzemieślnikami byli wspomniani Jakub i Jan Rekuccy, pełniący usługi tkackie. Rzemieślnicy innych zawodów (np. szewcy, kowale, garbarze) zamieszkiwali głównie w Woli Wereszczyńskiej oraz w Urszulinie. Łacinnicy należeli do parafii w Wereszczynie, a unici mieli swoją cerkiew w Woli Wereszczyńskiej. Wszyscy jednak gospodarze płacili dziesięcinę na rzecz cerkwi w Woli Wereszczyńskiej, także łacinnicy. Dziesięcina miała charakter snopowy i wynosiła po 10 snopów od każdego gospodarza. Mieszkańcy Zawadówki należeli do ludzi zamożnych, jak na ówczesne czasy, a rolnictwo opierało się głównie na użytkowaniu obszernych okolicznych łąk.
We wsi dwór i włości mieli Rostworowscy, wybudowany został przez Juliana jedynemu swojemu synowi Janowi. Folwark Rostworowskich, wykupiony najprawdopodobniej od Babskich z Woli Wereszczyńskiej, obejmował powierzchnię 884 morgi ziemi i dodatkowo 729 morgów użytkowanych przez kolonistów na prawie wieczystej dzierżawy. W skład dóbr Zawadówki, liczących łącznie 3.402 morgi ziemi, oprócz gruntów folwarcznych, wchodziło Jezioro Łukie oraz część gruntów wsi Zawodówka, Nowe i Stare Załucze, a także powstała później osada Wujek. W folwarku znajdowała się m.in. cegielnia i kilka innych drobniejszych zakładów, w których pracę znajdowało wielu okolicznych mieszkańców, chociażby furmanem folwarcznym był miejscowy Franciszek Czupryński.
Dziedzic Jan Rostworowski podjął badania nad jeziorami Pojezierza Łęczyńsko – Włodawskiego. Jego dążeniem było takie uregulowanie poziomu wód w tychże jeziorach, by umożliwić przeprowadzenie przez nie kanału pomiędzy rzekami Wieprz i Bug. Doprowadziłoby by to do osuszenia okolicznych bagien, a tym samym umożliwiłoby lepsze wykorzystanie gospodarcze i rolnicze. W ramach tego planu wody Jeziora Łukiego miałyby być spuszczone do wód w jeziorach niżej położonych.
Rostworowski czynnie angażował się nie tylko w kwestii badania jezior, ale również w sprawy państwowe, gdyż został czynnym uczestnikiem Powstania Styczniowego. Był dziedzicem, który stosunki z mieszkańcami miał zawsze dobre. Jego bratanek w liście do kuzynki o swoim stryju pisał następująco: Jan z Zawadówki był przemiłym, dobrym człowiekiem, wesoły w towarzystwie (o ile był bez swojej żony), dowcipnym, ale nigdy nie wątrobiano-złośliwym. W pożyciu ze swoją żoną (tj. Rozalią z Waliszewskich) musiał być nieszczęśliwy, bo to była pani w charakterze do stryja wprost przeciwnym. Stryj wydawał się przy niej onieśmielonym, przybitym. Bratanica zaś pisała, iż stryjek jakby nigdy nie chorował, tańcował i ożywiał całe grono. W Zawadówce małżeństwu Rostworowskich w 1976 roku urodziła się córka Róża Rozalia.
Jan Rostworowski był ceniony nie tylko w rodzinie. Pisał artykuły do „Gazety Rolniczej”, a w 1889 roku wygrał konkurs na najlepszą rachunkowość rolniczą, za co otrzymał 300 rubli nagrody. Już wcześniej został powołany na radcę dyrekcji Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Siedlcach. Pełniąc różne funkcje w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim oraz w Towarzystwie Osad Rolnych został zapamiętany jako osoba powszechnie szanowana i lubiana. W jednym z herbarzy znajdujemy taki oto opis Rostworowskiego: Był to mąż zdolny, wykształcony i niezmiernie pracowity a sumienny. Cechowała go przytem niezwykła skromność. Dzięki przymiotom tym oraz wielkiej uprzejmości i prawości charakteru, był powszechnie szanowany, ceniony i lubiany. Na każdem stanowisku umiał być pożytecznym członkiem społeczeństwa, gorliwym i prawym obywatelem kraju.
W wieku 25 lat stał się czynnym uczestnikiem Powstania Styczniowego. Początkowo Rostworowski odnosił się do powstańców umiarkowanie, jego kontakty ograniczały się do dostarczania żywności, koni i pieniędzy. Dopiero na Wielkanoc w swoim dworku przyjął około 300 powstańców dowodzonych przez Lewandowskiego. Wydarzenie to dziedzic wspominał następująco: Wszedłszy do domu (tj. Lewandowski) oznajmił mi, że oddział jego nadchodzi i polecił przygotować dlań żywność. Pamiętam dobrze mój kłopot, czem nakarmić 300 ludzi, a zwłaszcza w czem strawę dla nich przyrządzić. Kazałem zabić krowę, nadeszły obozowe kotły i powstańcy sami zaczęli gotować obozowy krupnik. Dzień był słotny, wszystko kryło się pod dachy. Szczupły mój domek zaledwie naczelnika i jego przybocznych pomieścił, inni stali w oborze, stajni, stodole i nieskończonym, zaledwie pod dachem, domu folwarcznym, w którym pozakładali ogniska, ciągle na dworze gasnące. Uzbrojenie składało się z małej liczby karabinów, reszta w połowie miała strzelby myśliwskie, w połowie kosy. Ta gościna spowodowała przyłączenie się Jana Rostworowskiego i jego pracowników folwarcznych do powstańców, właściwie do oddziału Karola Krysińskiego. Przystąpił do powstańców pomimo braku większej wiary w jego sukces. Swój stosunek do powstania określił w swoich pamiętnikach: Nie mając wiary w pomyślny skutek powstania, wolałem przyjąć w nim udział, nie zaś jako organizator, zaciągać, namawiać i narażać innych. Zupełnie nieczynnym niepodobna było zostać, nie pozwalało mi na to zresztą przekonanie. Według mnie, czas rozprawiania minął z dniem wybuchu, czy powstanie było silne, czy słabe, obowiązkiem każdego Polaka było popierać je… Zresztą uczucie miłości kraju, wlane mi przez rodziców, kazało mi uważać możność walczenia za ojczyznę jako wielkie szczęście, którego nie chwytać się byłoby niegodne.
Służąc pod dowództwem Karola Krysińskiego Rostworowski był jego podkomendnym oraz naczelnikiem oddziału konnego. Jego czternastoosobowy oddział składał się z weteranów wojsk polskich, a także armii rosyjskiej, austriackiej i pruskiej. W odróżnieniu do dowództwa Rostworowski stale przebywał, spał i jadł z żołnierzami, pozyskując ich przywiązanie i zdobywając zawodowy autorytet. Walczył w potyczkach, które miały miejsce w okolicznych miejscowościach (np. w Wytycznie i Andrzejowie), jak też dalej. Kilka razy uszedł też z życiem przed ścigającymi go kozakami: Wyszedłszy na ganek mego domu ujrzałem kilku kozaków, którzy przebiegając zapytali mnie, kto popędził przez wieś konno. Tego wiedzieć nie mogłem, rozpatrzywszy się spostrzegłem na wzgórzu w Woli Wereszczyńskiej kilkudziesięciu kozaków, a pomiędzy nimi oficerów. Chcąc uniknąć spotkania z nimi włożyłem płócienny surdut i słomiany kapelusz i wyszedłem w pole, jednak ku lasowi. Widziano mnie niezawodnie, lecz wyglądałem na gospodarza chodzącego koło robotników i rzeczywiście była tam jakaś robota. Szedłem krokiem niby to wolnym, aby nie dać poznać, że uciekam, lecz bardzo wyciągniętym, a gdybym już minął robotników i zbliżał się ku lasowi, kilkanaście koni ruszyło w mym kierunku. Nie przyspieszając kroku doszedłem do lasu i tam dopiero dałem folgę chęci zmykania, za chwilę byłem w takich gąszczach bagnistych, że cała potęga Rosyi niczem mi się wydawała. Po rozbiciu oddziału Krysińskiego Rostworowski przedostał się do Austrii, gdzie został aresztowany, a do Zawadówki powrócił po około dwuletnim pobycie na emigracji.
Upadek powstania oznaczał w większości również kres świetności dworków, które po ostatecznym zniesieniu pańszczyzny, poprzez wydanie w 1864 roku Ukazu Uwłaszczeniowego, ulegały zadłużeniom. Włościanom nadano na własność uprawianą ziemię, za którą mieli zapłacić państwu rosyjskiemu, a nie dziedzicom. W nowych okolicznościach ziemianie nie potrafili przestawić się na kapitalistyczną formę gospodarowania, gdyż przywykli do gospodarowania w oparciu o darmową siłę roboczą. Nie mając przymusowych pracowników grunty folwarczne dość szybko zarastały, przez co zmniejszała się powierzchnia użytkowa gospodarstwa.
Wobec tego stanu upadł również i dwór Rostworowskich, paradoksalnie dzięki temu wieś zyskała nowych mieszkańców. Po powstaniu we wsi znajdowało się 16 domów zamieszkiwanych przez 160 mieszkańców, tak więc zniszczenia powstańcze spowodowały, iż w jednym domu średnio zamieszkiwało aż po 10 osób. Zrujnowany finansowo powstaniem Jan Rostworowski sprzedał (a właściwie przekazał w wieczystą dzierżawę) w 1873 roku grunty w Zawadówce, w Jagodnie i w Jedlinie. W latach od 1898 roku, aż do lat trzydziestych następnego stulecia poborcą czynszu dzierżawnego z tychże gruntów był mieszkaniec Zawadówki Józef Osieleniec. W latach osiemdziesiątych Rostworowski utracił także dwór w Zawadówce.
Łąki i pastwiska w pobliżu Jeziora Karaśnego (określane powszechnie „Szarzyną”), przekazane zostały ośmiu mieszkańcom Zawadówki i okolic: Pawła Demedziuka, Józefa Lutyńskiego, Stefana Czeszeja, Marcina Sokołowskiego, Kazimierza Dąbrowskiego, Jakuba Dobraczyńskiego oraz Konrada i Jana Kozłowskich. Dało to zaczątek powstania nowej osady. Pod koniec XIX stulecia zamieszkiwało ją 59 mieszkańców, w tym 35 wyznania prawosławnego i 24 wyznania katolickiego. Ludność w niej zajmowała się wyłącznie rolnictwem, gospodarując na 172 morgach ziemi, jednakże z powodu lekkich i piaszczystych gleb nowych osadników nie przybywało, lecz ubywało. Kolonia była administracyjnie zaliczana do znajdującego się po drugiej stronie Jeziora Łukiego Załucza, choć znajdowała się przy samej wsi Zawadówka. Dziś zaś jest niewielką częścią tejże wsi, gdyż w Wujku obecnie zamieszkują jedynie dwie rodziny.
W porównaniu do chłopów z okolicznych wsi mieszkańcy Zawadówki i Wujka byli w miarę zamożni. Przykładowo, według spisu majątku dokonanego przez Adama i Jana Dąbrowskich z kolonii Wujek w 1915 roku, wartościowszymi składnikami ich gospodarstwa był następujący inwentarz, nieruchomości i urządzenia rolnicze: koń – 1; krowy – 2; jałówki – 2; świnie – 2; pług i brony – 3; wóz – 1 sanie i sanki – 2; morgów ziemi – 40. W miarę bogate było również wyposażenie domu: stoły – 2; łóżek – 2, krzesła – 2; ksiąg i książek – 68; obrazów – 12; zegar – 1. Wobec dokonanych zniszczeń wojennych, zarówno przez wojska rosyjskie, jak i niemieckie, Adam Dąbrowski otrzymał w 1917 roku od Powiatowej Komisji Szacunkowo-Rolnej prawo do rekwizycji (zajęcia opuszczonej w wyniku wojny czyjejś własności) w wysokości 584 rubli.
Pomimo zamożności mieszkańców, w zdecydowanej większości zabudowania były drewniane, dlatego też najbardziej powszechnym wówczas ubezpieczeniem było ubezpieczenie od ognia. Polisę taką wykupywali na budynki mieszkalne i gospodarcze wszyscy zamożniejsi chłopi. W okresie niepodległej już Polski wykup polisy ubezpieczenia od ognia miał charakter przymusowy. Rozwój wsi stale hamowany był nie tylko przez pożary, ale również przez bardzo złe warunki sanitarne, stąd też powszechne epidemie i zarazy. Jeszcze do odzyskania niepodległości na porządku dziennym były takie choroby jak grypa, szkarlatyna, a zwykłe przeziębienie często kończyło się śmiercią. Stąd też prawie co drugi mieszkaniec nie dożywał pełnoletności.
Wieś Zawadówka według stanu z 1915 roku liczyła już 17 zabudowań mieszkalnych, w połowie ruskich i polskich. Na południe od wsi na przełomie wieków wybudowany został wiatrak, który znajduje się do dnia dzisiejszego. Znacząco spadła natomiast liczba mieszkańców w osadzie Wujek, gdyż znajdowało się w niej jedynie 7 zabudowań mieszkalnych. Odpływ mieszkańców z tejże kolonii spowodowany był niską jakością występujących tam gleb.
W 1915 roku przez wieś przeszedł front rosyjsko-niemiecki, w wyniku czego większość mieszkańców narodowości ruskiej, ale też i Polacy (np. bracia Rekuccy) udało się razem z wycofującymi się wojskami rosyjskimi do Rosji. Opuszczone przez nich gospodarstwa, zwłaszcza w części zachodniej wsi, zostały podpalone przez wycofujących się Rosjan. Zniszczeniu uległy również zabudowania dworskie po Janie Rostworowskim. Nie wszyscy wyjechali do Rosji, stąd też wielu mieszkańców, którzy utracili dach nad głową, przenieśli się do ocalałych w pożarze czworaków dworskich.
- Losy wsi w niepodległej Polsce
Po odzyskaniu niepodległości Zawadówka w przeważającej większości zamieszkiwana była przez ludność ukraińską o wyznaniu prawosławnym, która po kilku latach wysiedlenia powróciła z Rosji. Według przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności na 192 mieszkańców wsi aż 135 deklarowało wyznanie prawosławne. Ukraińców nie było natomiast w części zwanej „folwarkiem”, liczącym 15 mieszkańców, zaś na kolonii Wujek było jedynie 9 osób tego wyznania na 74 mieszkańców ogółem. Poza prawosławnymi we wsi mieszkali jedynie katolicy w liczbie 57 osób, w starym folwarku katolików mieszkało 9 osób, zaś w kolonii Wujek aż 65 osób tego wyznania. W Zawodówce nie było mieszkańców ewangelickich, zaś wyznawców religii mojżeszowej zanotowano 6 osób w starym folwarku. Łącznie w Zawodówce znajdowało się 24 domu, zaś w folwarku tylko 2. Przed wybuchem wojny we wsi znajdowało się 49 zabudowań gospodarskich i już tylko 11 zabudowań na Wujku, w tym jedno dzierżawione od Jana Dąbrowskiego przez rodzinę żydowską.
Wieś miała charakter rolniczy, a wszelkie instytucje publiczne znajdowały się w pobliskiej Woli Wereszczyńskiej. Jedynie do czasu wybudowania w Woli Wereszczyńskiej szkoły powszechnej w Zawodówce na samym końcu wsi od strony jeziora mieściła się jednoklasówka. Uczyła w niej miejscowa Aniela Sacawa, a nazywano ją „szkołą zimową”, gdyż głównie w tym okresie funkcjonowała. Wiosną, latem i wczesną jesienią dzieci bowiem najczęściej pomagały przy pracach polowych, tak więc na naukę nie było czasu.
Tak liczne skupisko ludności prawosławnej spowodowało, iż w 1928 roku założono i filię Stowarzyszenia „Ridna Chata” („Ojczysty Dom”), która funkcjonowała dwa lata. To stowarzyszenie ukraińskie, którego mężem zaufania w Zawadówce został Józef Kozłowski, stało się największą i najważniejszą organizacją oświatową tejże mniejszości narodowej. Skupiało się głównie na kolportażu prasy ukraińskiej, czy też na organizowaniu życia kulturalnego mieszkańców ukraińskich.
We wsi mniejszość stanowili Polacy, którzy zajmowali część po dworzysku Rostworowskich, zwanym „Folwarkiem”, a także kolonię Wujek. Nieliczni Polacy zamieszkiwali na wsi. W dalszym ciągu płacili czynsz za wieczystą dzierżawę na rzecz sukcesorów Jana Rostworowskiego. Dzięki dokonanemu w 1922 roku spisowi dzierżaw wieczystych Powiatu Włodawskiego dowiadujemy się o wielkości gospodarstw tej części wsi. W Folwarku gospodarzyli Jan Tyryluk na 9 morgach, Andrzej Baraniuk na 6 morgach, Leon Koszeluk na 6 morgach, Jan Kozłowski na 16 morgach oraz znajdowało się szesnastomorgowe gospodarstwo braci Rekuckich. Było ono jednak opustoszałe, gdyż żaden z braci nie powrócił do tego czasu z Rosji. Na Wujku znajdowało się natomiast 12 gospodarstw będących wieczystą dzierżawą. Należały one do rodziny Dąbrowskich: Antoniego – 4 morgi, Katarzyny – 11 morgów, Teofila – 2 morgi, Józefa – 11 morgów, Adama – 11 morgów i Jana – 2 morgi, a także do Heleny Łobejko – 8 morgów, Jana Tymoszczuka – 6 morgów, Magdaleny Czeberak – 9 morgów, Józefa Sokołowskiego – 14 morgów i Karoliny Klimkiewicz – 4 morgi. Również i na Wujku znajdowało się jedno opuszczone gospodarstwo, a było to 6 morgów Romualda Lutyńskiego, który po wypędzeniu w 1915 roku nie wrócił z Rosji.
Jedną z bogatszych rodzin stanowili Dąbrowscy z kolonii Wujek. Oznaką zamożności były domy i budynki gospodarcze z cegły. Jeden z gospodarzy Adam Dąbrowski, wraz z synem Janem, postawili w kolonii Wujek, zaraz po odzyskaniu niepodległości, dom murowany, na budowę którego zużyto 35 tysięcy cegły i 102 pudy wapna. Cegłę Dąbrowscy wyrabiali w swoim gospodarstwie. Zaradność Jana w gospodarowaniu, jak i samodzielnie zdobyta wiedza, składało się na uznanie, jakim darzyli mieszkańcy, nazywając go „przemysłowcem”. Miał on bardzo duży księgozbiór, na który składały się książki zbierane przez rodzinę od dziewiętnastego stulecia, stąd też wielu młodych mieszkańców miało możliwość zapoznać się z treścią nie jednej lektury, jak trylogia Sienkiewicza, czy epopeja „Pan Tadeusz” Mickiewicza. Jeszcze w okresie zaborów młody Jan spisywał w swoim tajnym zeszycie treści zakazanych przez zaborcę patriotycznych pieśni i wierszy.
W wsi znajdował się wiatrak i olejarnia rodziny Zielińskich. Olejarnia została sprzedana dla gospodarza w Starym Załuczu, a wiatrak, który zachował się do dnia dzisiejszego, pod koniec lat trzydziestych odkupił Ukrainiec Czubek. Głównym źródłem dochodu mieszkańców były jednak wpływy za sprzedane płody rolne. Najwięksi gospodarze zatrudniali do pracy na roli mniej majętnych mieszkańców, jak też mieli swoich parobków. Z zapisów dokonanych przez Jana Dąbrowskiego można odtworzyć sytuację chłopów w Zawodówce oraz organizację pracy na łąkach i roli: W 1931 roku na 16 morgi łąki wyszło kosiarzy najemnych 11, po 4 złote dziennie zapłacono gotówką i 5 swoich licząc po 4 złote dziennie. Do tegoż siana najemnych grabarzy wyszło 5 po 2 złote za dzień, a swoich grabarzy 7 po 2 złote. Sprzątnięto siana 160 kopic bez potrawi. Rok był bardzo nieurodzajny na siano, co starczyło na przeżywienie pięciu sztuk dorosłych (tj. bydła) i jednego konia, bez obdzierania strzechy na paszę, bo w tym roku połowa ludzi dożywiała na wiosnę bydło strzechami. Snopek słomy w tym roku kosztował 1 złoty, a ćwierć żyta kosztowała 6 złotych. Kartofli w 1931 roku było zasadzone 1 morga i 250 prętów. Urodziło się 144 korce, korzec na miarę równał się 112 kilogramów kartofli. Kopaczy najemnych wyszło 23 po 2 złote dziennie, a swoich kopaczy 5, co stanowi 10 złotych. Rolnictwo nie było jedynym źródłem utrzymania dla wszystkich. W gospodarstwie Osiedleńców znajdowała się ponad stu-pniowa pasieka pszczela, inni zaś trudnili się rybołówstwem.
Natomiast na łąkach, głównie na uroczysku Szarzyna, mieszkańcy licznie dokonywali wydobycia torfu, który po wysuszeniu służył jako opał. Jedna z mieszkanek niedalekiego Ostrówka Helena Brodowska opisała w swoich wspomnieniach prace nad wydobyciem torfu: Lubiłam tą robotę, choć była ciężka i brudna. Bawiła mnie umiejętność łapania cegiełek wykopywanych specjalnymi łopatkami (nożami) na drewnianych trzonkach przez mężczyzn stojących w dołach, w których schodzili coraz niżej, nierzadko w głęboką wodę. Odbierane, zazwyczaj przez kobiety mokre cegiełki torfu układano w stosy, po lekkim osuszeniu wiatrem ustawiano w małe „kuczki” przewiewne. Wysuszony wiatrem i słońcem torf zwożono do szop, gdzie również składowano drewno opałowe…
Praca na gospodarstwie rolnym wykonywana był często przy użyciu przestarzałego sprzętu, a do prac polowych zaganiano dzieci i starców. Liczyła się każda para rąk, dlatego też w biedniejszych rodzinach wolnego nie miały nawet matki wychowujące małe dzieci. Stąd też liczne wypadki, również ze skutkiem śmiertelnym, a jeden z nich miał miejsce w dniu 13 maja 1927 roku w kolonii Wujek. Opis wydatku zawarła gazeta lokalna „Ziemia Włodawska”: Maliszewska Helena idąc do roboty w pole zabrała ze sobą dziecko siedmiotygodniowe, gdyż nie miała je przy kim zostawić. Po skończeniu pracy Maliszewska widocznie zbytnio skrępowała dziecko chustami, gdyż niosąc je do domu w drodze zadusiła. Dochodzenie policyjno-lekarskie ustaliło, iż śmierć dziecka spowodowane zostało przez nieostrożność matki. Poza pracami we własnym gospodarstwie mieszkańcy byli zobowiązani do prac publicznych, które najczęściej miały charakter świadczeń drogowych w naturze i wynosiły po kilka dni, zazwyczaj jeden tydzień. Bogatsi chłopi do takich prac skierować mogli jednego ze swoich pracowników.
Oprócz zabudowań chłopskich we wsi ostały się zabudowania dworskie po Rostworowskich, które wraz z gruntami zostały wykupione przez Teofila Józefowicza-Chlebickiego. Włości dworskie jednak znacznie uszczuplały, gdyż w 1928 roku liczyły zaledwie 92 morgi gruntów. Ponadto przy samym Jeziorze Łukim, w miejscu uroczyska zwanego Rybakówką, powstała malutka osada zwana Dębiny Łukie, gdzie znajdowały się zabudowania folwarczne, zabudowania pracujących w folwarku rybaków, zwane Rybakówką, oraz młyn – wiatrak. Właścicielami prawie 300-hektarowego majątku od 1932 roku było małżeństwo Wandy i Stanisława Ulasińskich. Stanisław związany był z tymi stronami, gdyż urodził się w pobliskich Zienkach, a za młodego wieku wychowywał się we dworze swoich kuzynów Babskich.
W uroczysku Ulasińscy posiadali dworek z balkonem od strony jeziora, w którym było siedem pokoi, kuchnia, dwa ganki po obu stronach budynku i inne mniejsze pomieszczenia. Na zewnątrz dworek był zdobiony na ludowo, a ściany porastała pnąca się winorośl. Na wszystkich oknach znajdowały się okiennice. W wewnątrz również dbano o estetykę, o czym świadczyć mógł piec wybudowany z gdańskich kafli, czy znajdujące się na ścianach liczne rzeźby i obrazy malowane przez żonę gospodarza. Małżeństwo Ulasińskich zajmowało się rybołówstwem, mieli nawet swoją chłodnię z zebranego zimą lodu, który wystarczał na całe lato. Nawet w upalne lato ludzie pracowali w niej w kożuchach. W chłodni przetrzymywano ryby złowione w Jeziorze Łukim, jak też ze stawów, które znajdowały się przy samym jeziorze i na trzęsawiskach od strony Starego Załucza. Do połowu ryb Ulasińscy zatrudniali wielu miejscowych ludzi, chociażby Żyda Berka z rodziną, Kazimierza Dąbrowskiego wraz z bratem z Zawadówki, Feliksa Matuszaka z Grabniaka, a na służbę został przyjęty ośmioletni Henryk Pajączkowski z Zabrodzia. Mieszkali oni w Rybakówce, czyli w budynku murowanym ze składem na sprzęt i z pomieszczeniem mieszkalnym. Jednego roku jak była przyducha, to ze stawów wrony wyciągały karpie nawet dwudziestokilowe. Takie tutaj ryby były. – wspomina syn Kazimierza Alfred Dąbrowski.
Wanda i Stanisław Ulasińscy posiadali ponadto około 100 hektarów łąk i pastwisk, które wydzierżawiali miejscowym rolnikom. Jako że te użytki zielone znajdowały się na podłożu torfowym, to wykorzystywane były do kopania torfu, który służył mieszkańcom do ogrzewania domów. W wyniku konfliktu z ludnością ukraińską z Zawadówki, którzy uniemożliwili mu przewożenie ryby przez wieś, usypali wzdłuż jeziora groblę prowadzącą do Załucza. Przyczyną konfliktu było zabronienie przez Ulasińskich moczenia konopi w jeziorze, co dotychczas mieszkańcy czynili. Zanim jeszcze usypano groblę dostęp do gospodarstwa, wobec blokady drogi przez wieś, mieli jedynie przez jezioro. Pracujący wówczas przy transporcie ryb Stanisław Ośko ze Starego Załucza pamięta, że Ulasiński miał jednego takiego konia, który całe jezioro przepływał razem z wozem, przystosowanym do spławu. Z czasem Ulasińscy doszli do ugody z ukraińskimi mieszkańcami Zawadówki, zyskując ich akceptację dzięki zatrudnianiu do prac przy połowach i transporcie ryb. Pasją Wandy Ulasińskiej było malarstwo, a jedno z jej dzieł, obraz św. Teresy od Dzieciątka Jezusa, zawisło na bocznym ołtarzu kościoła w Woli Wereszczyńskiej. Niestety, wraz z pożarem kościoła w 1956 roku spłonął też obraz.
- Wieś podczas wojny
Podczas II wojny światowej wielu mieszkańców przyłączyło się do partyzantów. W oddziałach Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) i Armii Krajowej (AK) z miejscowych mieszkańców służyli m.in. Wacław i Jan Wochowie, Henryk Sacawa, Feliks Marciniuk ps. „Szczygieł”, Czesław Dąbrowski ps. „Mars”, Stanisław Osieleniec ps. „Wierzba”, oficer łączności Piotr Osieleniec ps. „Grzmot” oraz Stanisław Ulasiński ps. „Szwoleżer”, który został komendantem ZWZ na obszar Starego i Nowego Załucza, Jagodna oraz Dębin Łukich. Zawodówka weszła natomiast do obwodu z Wolą Wereszczyńską i Babskiem. W majątku Ulasińskiego partyzanci zorganizowali skład broni, chowając ją w zabudowaniach, jak i w samym jeziorze. Miejscowi Ukraińcy kilkakrotnie donosili niemieckiemu okupantowi o związkach Ulasińskiego z podziemiem, ale odosobnione położenie dworku pozwalało na dość długie unikanie aresztowań. W wyniku donosu Niemcy aresztowali Ulasińskiego i umieścili w więzieniu znajdującym się na Zamku Lubelskim.
W czasie wojny mieszkańcy nie ustrzegli się rabunków i pobić, również śmiertelnych. Rodzinę Dąbrowskich podczas wojny spotkały, aż trzy rabunki, o czym wspominał sam gospodarz: W roku 1942, 1943, 1943 trzy rabunki. Pierwszy siedem Rusiny narabowali 7 worki pełne, było to przed święty. Drugi rabunek, na którym było cztery Żydy, te narabowali już mniej. Trzeci rabunek, na którym było dwa Polskich rabuśniki, które już nie mieli co zrabować. Powszechne rabunki nie były jedynym nieszczęściem, jakie dotykało mieszkańców podczas wojny. Z racji utrudnionego kontaktu z lekarzem powszechne były zarazy, a najwięcej zmarłych było w wyniku zachorowań na tyfus plamisty. Epidemia dotykała tych najsłabszych, a więc w szczególności dzieci oraz starców. Przez pierwsze lata szkolne dzieci mogły chodzić do polskiej szkoły w Woli Wereszczyńskiej. W sumie z takiej sposobności korzystało jedenaścioro dzieci z kolonii Wujek i siedmioro w Zawadówki.
Możliwości chodzenia do szkoły nie miał żydowski chłopiec Mike Rozynek, którego przez okres wojny ukrywała rodzina Ulmanów i Śniadkowskich z Wujka. W dzień był chowany w piwnicy, jedynie w porze nocnej mógł z niej wyjść celem zaczerpnięcia świeżego powietrza. Na Wujku chłopca umieścili partyzanci żydowscy z grupy Baranowskiego. Nie wszyscy sąsiedzi byli zadowoleni z tej sytuacji, gdyż częsta z tego powodu obecność partyzantów żydowskich była przyczyną powstania uszczerbku na ich majątku, głównie w inwentarzu żywym. Jeden z dokonanych przez nich rabunków barwnie przedstawia umieszczony powyżej opis Jana Dąbrowskiego. Po wojnie mały Mike wyemigrował do Kanady. Wojny nie przeżyła natomiast rodzina Berka, pracującego w folwarku Ulasińskich. Najstarsza córka Ulasińskich Danuta Bohdanowicz wspomina ich tragiczny los: Gdy ojca poinformowano, że Niemcy szukają Żydów, to on wywiózł tą rodzinę do Orłowa i ukrył ich w czółnach. Dowozili też im żywność, ale niestety Żydzi nie wytrzymali, wyszli stamtąd i wpadli w ręce Niemców.
Działalność mieszkańców w oddziałach partyzanckich spotkała się z represjami władzy okupacyjnej. Wielu mieszkańców, w tym kobiety (np. wspomniana nauczycielka Aniela Sacawa) wywieziono na roboty publiczne do III Rzeszy. Jeden z mieszkańców doniósł okupantowi o ukrywaniu się dwóch sowieckich żołnierzy, tzw. „plennych”. Niemcy zabili ich na miejscu, a gospodarstwa w których się ukrywali spalono – wspomina Józef Artymiuk.
Podczas pacyfikacji Woli Wereszczyńskiej w dniach 17 i 28 czerwca 1944 roku również w Zawodówce w wyniku nalotów spalono kilka zabudowań. Co niektórzy w tych trudnych chwilach, w obawie o swoje życie, pochowali się w okolicznych zaroślach, jednakże ruch był utrudniony, gdyż na młynie swoje stanowisko umieścił snajper niemiecki, uniemożliwiając ucieczkę mieszkańcom. Moi bracia uciekli do Załucza, ojciec natomiast wrócił się puścić luzem konie. Gdy wracał usłyszał strzały z młyna, dlatego też jak się położył w zbożu, to już do końca dnia nie ruszał się z miejsca – wspomina tamte wydarzenia Roman Marciniuk.
- Mieszkańcy wsi wobec represji komunistycznych
Represje nie zakończyły się wraz z zakończeniem wojny. Zaraz po oswobodzeniu z okupacji niemieckiej zaczęły organizować się komunistyczne struktury władzy, ale też i struktury represji. Po wojnie za samo posiadanie broni ludzi skazywano na więzienie. Jeden z mieszkańców Stanisław Dąbrowski, tak oto w pamiętnikach wspomina swoją przygodę z ówczesnym wymiarem sprawiedliwości: Przyznałem się im, że pasąc bydło w pobliżu krzaków znalazłem mocno zardzewiały wżynek z karabina (typu mauzer) bez drzewa wyrzucony do lochu. Oznajmiłem im, że ten wżynek skradziono mi z pastwiska, gdzie go porzuciłem. Za posiadanie broni odesłany zostałem do Parczewa, po 4 do 5 dni odesłany zostałem do Włodawy, we Włodawie byłem w więzieniu miesiąc i przewieziony zostałem do Lublina na proces sądowy. W wyniku procesu sądowego skazano Stanisława Dąbrowskiego na pięć lat więzienia. Podobny los spotkał za to samo przewinienie Piotra Rynkiewicza.
Wzmożone represje i sprzyjające położenie wsi wśród lasów powodowało wzrost aktywności partyzantki antykomunistycznej. Aktywność wykazywali byli członkowie akowskiego podziemia, jak Jan Woch ps. „Leszek”, czy też partyzanci z oddziałów WiN („Wolność i Niezawisłość”) i mieszkańcy z nimi współpracujący, czego przykładem byli Andrzej Artymiuk, Bolesław Śniatkowski, Czesław Dąbrowski i Jan Bogutyn z kolonii Wujek oraz Franciszek Kapa, Zygmunt i Czesław Osieleńce, Bolesław Harasim oraz Władysław Dąbrowski ze wsi. Aktywność partyzancka spowodowała, iż Zawadówka zaliczana była do kilku w gminie miejscowości, opanowanych przez organizacje konspiracyjne, o czym świadczy jeden z tajnych raportów włodawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP), sporządzony w grudniu 1944 roku. Oprócz oddziałów partyzanckich w okolicy, dość liczne były bandy, które pod niepodległościowymi hasłami realizowały własne cele, głównie o charakterze rabunkowym.
Najbardziej znanym członkiem organizacji WiN („Wolność i Niezawisłość”) był Czesław Osieleniec, który zamordował kilku swoich towarzyszy z podziemia i miejscowych mieszkańców. W raporcie włodawskiego PUBP pisano, że lubi szmuglować, to on najwięcej handlował końmi. Zginął w czerwcu 1947 roku od kul członków Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej w Garbatówce. Do Garbatówki wybrał się celem zamordowania Chimiuka, jednakże miejscowi zostali uprzedzeni o zamiarach Osieleńca.
- Wieś i mieszkańcy w Polsce Ludowej
Pierwsze lata po zakończeniu okupacji niemieckiej to okres przesiedleń. Jeszcze w 1943 roku w Zawadówce mieszkało 386 osób, a w marcu 1945 roku liczba ta nieznacznie zmalała do 356 osób. Aż 228 osób (61 rodzin) stanowili Ukraińcy, a Polacy zamieszkiwało tylko 128 osób (32 rodziny). Na Ukrainę dobrowolnie wyjechało w tym czasie 177 osób (41 rodzin), niektórzy w póxniejszym okresie. Liczni Ukraińcy pozostali, zwłaszcza z rodzin mieszanych. Wielu pomógł ks. Bolesław Krzywiec wydając metryki chrztu. Po repatriacji Ukraińców do Związku Radzieckiego i Polaków ze Związku Radzieckiego do Polski, ludność wsi, reprezentowana przez sołtysa Jana Dąbrowskiego, stała się pod względem narodowościowym w pełni polską. Niektórzy Ukraińcy zostali, zwłaszcza ci, którzy byli z mieszanych małżeństw, choć przed samą repatriacją ksiądz Krzywiec wydał dla kilkoro prawosławnych fikcyjne zaświadczenia o zawarciu związku małżeństwa z katolikiem. Według spisu dzieci i młodzieży do dwudziestego roku życia, sporządzonego w czerwcu 1945 roku, w Zawodówce zamieszkiwało 81 takich osób, w Dębinach Łukich (tj. na Rybakówce) 3 osoby i 21 osób na Wujku, z czego tylko cztery osoby posługiwało się językiem ukraińskim jako ojczystym.
Stanisław Ulasiński z Rybakówki wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Alfred Dąbrowski będąc wówczas kilkunastoletnim młodzieńcem wspomina, jak w czasie, gdy Armia Czerwona wkroczyła w lipcu 1944 roku na nasze tereny, to Ulasiński ubrał się w mundur wojskowy, który przetrzymał przez wojnę, wziął szablę i na swojej kasztance przedefilował przed miejscowymi Ukraińcami, zgłaszając się do punktu rekrutacyjnego w Wytycznie. Pomimo dalszej kariery wojskowej Stanisława (dosłużył się stopnia majora) majątek Ulasińskich, zarządzany już wówczas tylko przez żonę Wandę Ulasińską, skonfiskowano na rzecz Skarbu Państwa, a dotychczasowych mieszkańców wysiedlono na Ziemie Odzyskane. W 1945 roku Powiatowy Pełnomocnik Reformy Rolnej we Włodawie zezwolił na tymczasowe zamieszkiwanie Wandy ze swoimi córkami i na zarządzanie jeziorem, ale tylko do czasu zakończenia nauki przez najmłodsze córki dziedziczki. Po wyjeździe Wandy z córkami większość budynków rozebrano, pozostał jedynie drewniany dworek, który mieszkańcy zaczęli nazywać „Pokojami”, czy też „Pałacami”. Mieszkali w nim rybacy, ostatnim lokatorem był Andrzej Artymiuk, a po jego wyprowadzeniu się w 1959 roku również i ten budynek rozebrano.
Jeszcze do 1954 roku mieszkańcy zamieniali swoje siedliska, zajmując opuszczone gospodarstwa. W tym roku mierniczy Aleksander Łojko dokonał ostatnich pomiarów we wsi, porządkując tym samym sprawy własnościowe. W pierwszych latach po wojnie nastąpił nieznaczny spadek ludności w stosunku do stanu sprzed wojny. Na mapie topograficznej z 1965 roku oznaczono 45 gospodarstw na Zawodówce, czyli tylko o cztery mniej niż przed wojną i 6 gospodarstw na Wujku, czyli już o połowę mniej w stosunku do stanu z 1938 roku. Istniały jeszcze zabudowania na Rybakówce, ale oddzielające od wsi łąki i bagna Szarzyna oraz Spławy spowodowały całkowite wyludnienie osady. Jeszcze przez kilkanaście lat po wojnie mieszkańcy wydobywali z łąk Szarzyny i Spławy torf dla celów grzewczych. W połowie lat osiemdziesiątych we wsi zamieszkiwało około 170 osób, wyprzedzając tym samym liczebnie wieś Wolę Wereszczyńską. Ważną dla życia wsi instytucją było utworzone w latach sześćdziesiątych Kółko Rolnicze, przekształcone w Międzyszkółkową Bazę Maszynową, która odpłatnie świadczyła usługi na rzecz mieszkańców. Baza znajdowała się naprzeciwko młyna, a budynki świadczące o jej istnieniu znajdują się do dnia dzisiejszego.
Po wojnie komitet mieszkańców pod przewodnictwem Zygmunta Osieleńca podjął starania zmierzające ku utworzeniu nowej szkoły. Nie zyskały aprobaty lokalnej władzy, wobec czego dzieci musiały w dalszym ciągu chodzić do szkoły w Woli Wereszczyńskiej. Jednakże w pierwszych latach powojennych, wobec dużych zniszczeń budynku szkolnego i dużej liczby dzieci niektóre oddziały nauczano w prywatnym domu Łosiów w Zawadówce. Pomimo, że nie udało się mieszkańcom wsi utworzyć szkoły, podejmowano próby, by pobliska Wola Wereszczyńska utrzymała status ośrodka administracyjnego gminy. Szanse na obronę statusu Woli Wereszczyńskiej znacznie wzrosły na początku lat pięćdziesiątych, gdy przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej (GRN) Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie został mieszkaniec Zawadówki Bolesław Harasim. Przed wojną Harasim był jednym z biedniejszych chłopów, często zatrudniany jako furman u ks. Bujalskiego i ks. Krzywca. Pomimo starań wójta siedziba gminy pozostała w Urszulinie. W tym czasie przedstawicielem gromady GRN był Jan Marciniuk.
- Zawadówka współczesna
Na początku nowego tysiąclecia we wsi zamieszkiwało 145 osób i była to największa miejscowość w rzymskokatolickiej parafii Wola Wereszczyńska. Do 2007 roku liczba ludności zmniejszyła się do 123 osób, zamieszkałych w 46 gospodarstwach rolnych. W wyborach samorządowych z 1998 roku mieszkańcy wybrali na funkcję radnego Rady Gminy w Urszulinie Alfreda Dąbrowskiego. Kolejny mieszkaniec Tomasz Ryszkowski na tą funkcję został wybrany w wyborach z 2006 roku, a radni gminni powierzyli mu funkcję Zastępcy Przewodniczącego Rady Gminy. Funkcję sołtysa wsi pełni obecnie Jan Ulman.
Jedyną wiejską instytucją publiczną jest Ochotnicza Straż Pożarna (OSP). Brak nowoczesnego i dużego sprzętu bojowego powoduję jednak, iż jednostka ta od kilku lat nie notuje żadnych interwencji.
Dziś we wsi można jeszcze spotkać pamiątki pozostawione przez przodków. W drodze na Stare Załucze stoi jeszcze dziewiętnastowieczny drewniany młyn obrotowy, typu koźlak. W latach sześćdziesiątych został zakupiony przez Wójtowiczów, a w młynie mieszkańcy mełli zboże jeszcze do lat siedemdziesiątych. We wsi znajduje się ponadto jedyna w gminie użytkowana chata z pokryciem słomianym. Te zabytki architektury wiejskiej Polesia doskonale komponują się w szlaki przyrodniczo – turystyczne Poleskiego Parku Narodowego, które przebiegają przez wieś w stronę Jeziora Łukiego i Starego Załucza. Miejscowi jednakże odradzają nocne wyprawy w okolicę uroczyska Rybakówka, gdzie obecnie znajduję się wiaty turystyczne parku. Ponoć nocami w uroczysku coś straszy, tutejsi mawiają, że to matka Stanisława Ulasińskiego, która na starość bardzo zdziwaczała i przez co ściągnęła w to miejsce złe moce. Po zabudowania folwarcznych Ulasińskich pozostały jedynie krzewy bzu i kilka zdziczałych drzewek owocowych.
Źródła i literatura:
- „Ziemia Włodawska”, nr 11 z 1927 r.;
- Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, Volume 22, Halle 1788, www.books.google.com;
- Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
- Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
- Dokumenty w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego z Zawadówki i Edmunda Brożka z Włodawy;
- Dokumenty w zbiorach własnych;
- Doroszewski Jerzy, Oświata i życie kulturalne społeczności ukraińskiej na Lubelszczyźnie w latach 1918 – 1939, Lublin 2000;
- Giemza Zbigniew, Czary, zmory i upiory, czyli czego się bali ludzie na Polesiu, Urszulin 2007;
- Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
- Brodowska-Kubicz Helena, Z chłopskiej łąki. Wspomnienia, Łódź 1994;
- Kolberg Oskar, Chełmskie. Obraz etnograficzny, Tom I – II, Kraków 1890-1891;
- Kronika szkolna i dokumentacja zgromadzona w Szkole Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej;
- Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
- Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-katolickiej w Wereszczynie;
- Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944 – 1947, Włodawa 2009;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
- Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
- Pamiętniki spisane przez Jana i Stanisława Dąbrowskich z Zawadówki;
- Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
- Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty muzealne”, Tom X, Włodawa 2002;
- Relacja świadków i ich rodzin: Ewa Strullu – Ulasińska; Danuta Bohdanowicz (z domu Ulasińska;
- Roczniak Tadeusz, Historia Uściwierza i okolic. Czasy teraźniejsze, dawne i jeszcze dawniejsze …, www.usciwiesz.juz.pl;
- Rostworowski Emanuel Mateusz, Popioły i korzenie. Szkice historyczne i rodzinne, Kraków 1985;
- Rostworowski Jan Nałęcz, Wspomnienia z 1863 i 1864 roku, Kraków 1900;
- Starostwo Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 416/4), Archiwum Państwowe w Lublinie;
- Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów ościennych, Warszawa 1880-1902, www.dir.icm.edu.pl;
- Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;
- Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
- Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
- Wawryniuk Andrzej, Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
- Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
- Wspomnienia mieszkańców: Jan Ulman z Zawadówki; Stanisław Lutomski z Babska; Stanisław Osko z Czarnego Lasu; Alfred Dąbrowski z Zawadówki; Janina Osieleniec (z domu Renflejsz) z Zawadówki; Roman Marciniuk z Urszulina; Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca; Zdzisław Kopron; Józef Artymiuk z Woli Wereszczyńskiej;
- Żychliński Teodor, Złota księga szlachty polskiej, 1899, t. 21, www.ebuw.uw.edu.pl.
| Komentarze |
|
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||



